Szukaj na tym blogu

07 czerwca 2015

Usuwanie zmarszczek czyli botox dla pięknej Nardine

Jak większość czterdziestolatek - z wyjątkiem Ineczki oczywiście  (dzień bez wazeliny jest dniem straconym) - piękna Nardine zaczyna tracić młodzieńcze piękno, szczególnie, że stoi biedna na tej bojce, wystawiona na wszelkie możliwe elementy. Samo słońce ci u nas praży niemożebnie, a i jeszcze ciągła mgiełka słonej wody, ulewy, wichry, algi, mchy i porosty. No żywioł okropny. Ineczka (choć oczywiście wcale nie potrzebuje) to sobie urządza codzienną kremację - znaczy pokrywa różne części swego ciała czternastoma rodzajami kremów według jakiegoś klucza i kolejności, których ja nigdy nie pojmę.  Nardine zajmuję się ja - prymitywny facet, co żadnego kremu nie posiada. Więc muszę po męsku - pousuwać zmarszczki i zamalować.  No i w zasadzie od powrotu z wyprawy świątecznej Nardine dostaje zastrzyki z botoxu i poddawana jest chirurgii plastycznej. Jak to zwykle podczas takiej kuracji nie wygląda specjalnie atrakcyjnie więc trzymam ją na uboczu i nie pokazuję jej nawet Ineczce.

Kuchnia, a raczej fachowo kambuz wygląda jak pracownia malarska
Dla pocieszenia dodam, że nawigacyjna, nie wygląda specjalnie lepiej
W zasadzie całość wygląda żałośnie, ale to już zaczyna być bliżej niż dalej
Odcinek nadburcia co był wycięty (patrz post Prace Bosmańskie) już podreperowany,  nowa plomba wstawiona i zaczyna wyglądać lepiej. Tekowa listwa, którą ktoś nie wiadomo po co polakierował, została odczyszczona i będzie teraz naturalna

Plombowanie dziury w skrzydełku kokpitu też już na etapie malowania
Nadburcie odszlifowane i czeka na malowanie podkładem. Zabawa ze szlifowaniem i malowaniem bukszprytu jeszcze przede mną. 
Podkład naniesiony, teraz trzeba czekać na pogodę dobrą do ostatecznego malowania.

W międzyczasie przygowuję, dach nadbudówki. W baranku przeciwpoślizgowym były ubytki i trzeba je uzupełnić żywicą. A żeby się zrobił baranek to paluszkiem klepiemy tak długo aż faktura bedzie podobna. Jestem za leniwy, żeby wszystko zedrzeć i zacząć od nowa. 
Z tym jeszcze będzie trochę zabawy. Porządne tekowe  listwy, ktoś pomalował tak samo jak dach. Oczywiście trzeba odskrobać i zostawić naturalne. To jeszcze przede mną.                                                                                                                                                              
No i tak oto Nardine nabiera rumieńców. Coraz bardziej chodzi nam po głowie nasz docelowy katamaran, ale zanim nas bedzie na niego stać Nardine powinna nam dać jeszcze sporo uciechy.

Wszystkie te prace posuwają się do przodu pomalutku, bo to i zima u nas, czyli sporo deszczu, a i od czasu do czasu trzeba też jeszcze się odchamić. A to jakiś musical w lokalnym teatrze, a to koncert genialnych australijskich muzyków zwanych Pink Floyd Experience. Muszę przyznać, że graja chyba lepiej od oryginału. A w zeszłym tygodniu uczta prawdziwa: Herbie Hankock i Chick Corea. Dwóch wirtuozów jazzowych klawiszy razem na scenie aucklandzkiego Civic Theatre. Mniam.



1 komentarz:

  1. no tak, rzeczywiscie na razie to bajzel na keel-u, ale jak Cie znam to zrobisz z Niej cacko.
    Ide sobie puscic video jak jazz-ujesz "Autumn Leaves". Chick Corea eat your heart out.

    OdpowiedzUsuń