Kiedy mieszka się w małym miasteczku to każdy wyjazd do
metropolii jest atrakcją.
Słyszałem wiele narzekań na temat warszawskiego dworca
Centralnego. Ja jednak go zawsze lubiłem – nie halę główną i oczywiście nie
smród, ale oryginalną, ciemno-granatowo-szarą kolorystykę peronów i dość
punktowe oświetlenie, dające wrażenie niemalże przytulności. Zupełnie inaczej
niż na wszystkich dworcach na świecie, gdzie im większa i wyższa hala peronowa, tym lepiej.
Jednak największym atutem Centralnego dla prowincjuszy przyjeżdżających z
kierunków zachodnich jest to, że po zupełnie nieciekawym wjeździe przez
przedmieścia i odstaniu swoich paru minut na perle PKP – Warszawie Zachodniej,
nie widząc wiele (no bo się przecież pakujemy i pomagamy zdjąć walizkę uroczej pani),
wysiadamy na tym zacisznym peronie, wyłazimy na górę, wychodzimy z hali i nagle
stoją przed nami wieżowce i tętni wielkomiejski ruch. No oczywiście nie jest to
Manhatan, ale na kimś, kto właśnie przyjechał z Koluszek, robi to wrażenie. Czyż nie?
Dla prowincjuszy przejeżdżających z Whakatane do Auckland
efekt jest podobny, choć pozbawiony tego elementu zaskoczenia. Auckland, pomimo
tylko 2,5 miliona mieszkańców, jest bardzo rozległe, bo większość dzielnic
mieszkaniowych to dzielnice willowe. Od obrzeży do centrum jest około 40
kilometrów, więc można się pomału oswoić z faktem, że zielone wzgórza z pasącymi
się krowami szybko ustępują miejsca coraz to gęstszej zabudowie.
Dla nas największą atrakcją centrum Auckland jest przede
wszystkim port. Oprócz sporej ilości łódek milionerskich (takich trzy
piętrowych wychuchanych saloników, co nigdy z portu nie wypływają) stoją tu
oryginalne łódki na których Kiwis odebrali Amerykanom America’s Cup. Poza tym
jest trochę sympatycznych jachtów do wożenia turystów a dalej w marinach stoją
właściwe łódki kolegów wodniaków – tysiące jednostek.
|
Panorama downtown z portu jachtowego |
|
Na tych łódkach Kiwis wyrwali America's Cup Amerykanom, teraz ćwiczą na nich kadeci |
|
Te łódki na pierwszym planie lubimy najbardziej |
|
Przygotowanie do stawiania żagli (skrzydła) na katamaranie Emirates |
W głównym porcie, w bazach – pozostałościach po rozgrywkach
o Puchar Ameryki można zobaczyć jak się stawia żagle na katamaranie, na którym
Kiwis chcą odebrać niedługo puchar Szwajcarom. W zeszłym tygodniu miałem lekką
tremę przed wodowaniem naszej motoróweczki, bo to ani silnik nie sprawdzony,
ani nie byłem pewien jak łatwo zejdzie mi ona z przyczepy do wody, czy Ineczka
ją za sznurek utrzyma, i czy potem będzie ją łatwo z powrotem na przyczepę
wciągnąć itd. (nota bene poszło bardzo gładko, silnik gra i buczy, łódka
podrywa się do lotu bardzo sprawnie, wodowanie i wyciąganie łatwiutkie). Jak
poobserwowaliśmy wodowanie i stawianie skrzydła na Emirates to już nam nic nie
straszne. Dwa dźwigi i trzydziestu zawodników w pełnym rynsztunku, kaskach,
rękawicach i kamizelkach. A potem wsiada na to załoga, w zasadzie w podobnym
rynsztunku bo pływanie na tej łódce to w zasadzie już tylko walka ze śmiercią.
Dla regatowców to może atrakcja ale ja tam wolę klasyczne żeglowanie.
|
Zamiast mordować się z jakimiś głupimi fałami łódka wyjeżdża z hangaru na stelażu, jeden dźwig stawia skrzydło a drugi wszysko to przestawia na wodę. Ot i całe wodowanie. Łatwizna. |
Auckland jest bardzo malowniczo położone na setkach pagórków
(większość to stosunkowo świeże wulkany), pięknie zielonych i pełnych
wspaniałej szaty roślinnej.
|
Nawet wróble wyglądają tu atrakcyjnie |
|
Kosy też... |
Na ulicach centrum widać przekrój społeczeństwa, które staje
się coraz bardziej kolorowe. Poza białymi Kiwis, Maorysami i innymi wyspiarzami
z Polinezji i Melanezji mnóstwo tu Chińczyków (w ciągu ostatnich 20 lat
powstało tu już prawdziwe China Town z genialnymi knajpami z prawdziwą
chińszczyzną, napisami po chińsku itd.), Malajów, Hindusów,przedstawicieli
nacji Azji Mniejszej i Europy. Kocioł etniczny spory, ale rasowych czy
religijnych waśni na razie nie widać. Wszystko wydaje się funkcjonować w pełnej
harmoni, nawet na charakterystycznych dla Auckland przejściach dla pieszych, gdzie w pewnej chwili cały ruch samochodowy zostaje zatrzymany i piesi mogą przekraczać skrzyżowanie nawet diagonalnie.
|
typical "Kiwi bloke" i inni |
|
To jeden z ulicznych bezdomnych - z charakterem |
|
a ten taki zwykły, wschodnio-europejski |
|
piesi przechodzą we wszystkich kierunkach |
A my cóż, prowincjusze z Whakatane, jak już wybraliśmy się
do Auckland to oczywiście do teatru. Zaliczyliśmy nieźle wystawiony „Little
Shop of Horrors” (znamy każdą nutę na pamięć, bo sami wystawialiśmy to kiedyś w
Honiarze). Nota bene w ten sposób wyrównaliśmy rekord ustanowiony kiedyś z GT
zaliczenia dwóch spektakli teatralnych w jednym tygodniu, bo trzy dni
wcześniej byliśmy na slapstickowej pantomimie Cindrella wystawianej przez naszą
dzielną trupę teatralną w Whakatane (naprawdę niezłe). No i tak oto
rozpoczęliśmy wreszcie życie kulturalne na antypodach. Na razie rozrywkowo ale
tak przecież lubimy.
Tomeczku bardzo dziękujemy za piękne zdjęcie "zwykłego wschodno-europejskiego" pozdrawiamy ADB
OdpowiedzUsuńTe Chinki! Istny kopiuj-wklej z Chin! Tak samo siedza, tak samo ubrane, takie same czapeczki.
OdpowiedzUsuń